Najstraszliwsze polskie pisma

Z tymi jakoś mam najgorsze wspomnienia.

Detektyw

14a7bc3e2bece4a83ebff24648cbe22e_fs.jpgkkkkk.jpegdetektyw-b-iext52894294.jpg

Pierwszy raz Detektywa widziałam u kogoś obok kibla, potem podzieliłam się gdzieś tym wspomnieniem i odpowiedziano mi, że no właśnie:  tylko po to się kupuje Detektywa. Może coś w tym jest.

To jest też idealne miejsce, żeby wspomnieć, że Detektyw jest drukowany na papierze, któremu nie jest daleko od toaletowego…

Jednak pierwsze, co się rzuca w oczy, to ilustracje.

Paranoiczne połączenia typu:

niemowlę z monetami wypadającymi z głowy i pistoletem;

goła baba z wężem i różą (to jest właściwie główny motyw w Detektywie).

Nie raz się zastanawiało, czy te obrazki robi jedna osoba, czy wiele. Nietypowa jest już sama kolorystyka: czerwono-szaro-czarna.

Zdradzę, że znam kogoś, kto pisał kiedyś do Detektywa! Oczywiście pod pseudonimem. Potem sama też chciałam pisać. Nie pamiętam już szczegółów, ale chyba redaktor mi kazał napisać coś o jakiejś sprawie policyjnej na wiele stron, ale przy tym nic nie zmyślać.

Znalazłam sobie sprawę jakichś komputerów wyłowionych z rzeki, które mi się wydały ciekawe, ale były na ten temat 4 zdania w internecie, jakoś nie chciało mi się jechać do Wolimierza prowadzić tygodniami własne śledztwo, a że nie wolno było nic zmyślać ani dopowiadać, to napisałam dwa zdania, popatrzyłam godzinę w ekran i dałam sobie spokój.

Także nie wiem, czy inni jednak zmyślają, czy miesiącami robią śledztwo, czy co. Tzn tam są takie różne cytaty w tych historyjkach typu co ktoś powiedział do siebie będąc sam w pokoju, albo co powiedział do ofiary podrzynając jej gardło, no to skąd ci autorzy to wiedzą? Może trzeba jednak trochę zmyślać.

Jeszcze były Zbrodnie i Sex, które miały chyba kolorowe ilustracje, ale poza tym, to się nie różniły.

Na pewno o Detektywie są już prace magisterskie.

Angora

Trudno powiedzieć co, ale w Angorze jest coś odpychającego, mimo że składa się w dużej mierze z przedruków z różnych znanych i lubianych gazet, więc przecież nie powinna być teoretycznie od nich gorsza.

Na pewno felietony Korwina-Mikke, w których zawsze padają określenia typu dupokracja (zapisywane czasem jako d…kracja), nie pomagają (jeśli jeszcze są). Kiedyś wysłałam koledze do Buthanu wycięty felieton Korwina z Angory, chyba tylko żeby go pognębić.

Poglądy są takie ani be, ani me, ale nie, że neutralne, tylko chwiejne i nie widać tam jakiegoś głębszego namysłu. A to nagłówki są histeryczne, a to jak z  gazetki szkolnej.

angorabig.jpg

215492-tygodnik-angora-1.jpg

No ale może przede wszystkim chodzi mi o szatę graficzną: od zawsze paskudnych okładek, przez męczący czarno-biały, kanciasty układ wszystkiego, po dowcipasy rysunkowe. Jeśli komuś tęskno do pisma Ale jaja!, czy jak to się nazywało, to w Angorze znajdzie 15 lat później to samo. Nawet na swój sposób to jest urocze, ale również nie jest.

Co ciekawe, choć nie uwzględnia się jej w zestawieniach sprzedaży, bo ma przedruki, to bije na głowę Newsweeka, Politykę i całą resztę, bo rozchodzi się w ok. 250 tys.  i więcej egzemplarzy.

Nie

Na pewno go nigdy nie kupiłam. Chyba musiałam je kiedyś widzieć w środku, bo mniej więcej wiem, z czym to się je. Ale ogólnie – nie.

Jakoś do tej samej kategorii zaliczam to takie straszne pisemko o księżach (pardon: klechach), Fakty i Mity? Przypomniało mi się w tym momencie też „Poznaj żyda”, ale to chyba miało format taki bardziej książeczkowy i już dawno nie wychodzi.

Nawiasem mówiąc,  kiedyś bywały w kioskach takie Kalendarze Nastolatków, bardzo niewinne i chyba miałam co najmniej jeden, i potem przeglądając osiągnięcia Leszka Bubla z „Poznaj Żyda” dopiero zorientowałam się, że to on wydawał Kalendarz Nastolatków…

Gazeta Warszawska

Znam kilku (słownie: dwóch) fanów, ale to jest jednak brutalny sport.

Lubię robić kolaże, więc trzeba przyznać, że w Gazecie Warszawskiej można znaleźć naprawdę „dobre’ cytaty. Ale ogólnie jest to dość brutalne.

Pierwszy raz widziałam Gazetę Warszawską nie tak dawno temu.

Kolega zabrał ją do pociągu na Sylwestra. Wytłumaczył, że robi remont i kupił tego naręcze do wykładania podłogi. Z fascynacją wyrywaliśmy sobie to pismo z rąk i próbowaliśmy dociec, jakim cudem ma kilkadziesiąt tysięcy nakładu, a nikt z nas nigdy go nie widział w kiosku.

Nie wiem, czy się go nie widywało, bo się ignorowało, ale od tamtej pory już jak zwracam uwagę, to czasami widuję Warszawską. I to nie tylko w Warszawie..

Twój weekend

z24517139Q,-Ostatni-Twoj-Weekend-.jpg

Miał status kultowego, głównie dlatego, jak bardzo był okropny. Długo myślałam, że już nie wychodzi. Ostatni numer przykuł moją uwagę, kupiłam i nie żałuję!  I jeszcze wyszedł na dzień kobiet.

CKM

CKM ostatnio upadł i dobrze. To była obraza i dla facetów i bab. I te żarciochy…

Uroda

1094_1-4.jpg

Czytało się, bo wciągało, ale ogólnie to było dość szkodliwe pisemko. Pamiętam, że były tam całe strony o tak palących kwestach jak: jak pielęgnować ŁOKCIE, jak pielęgnować szyję, jak pielęgnować pięty… No i oczywiście: schudnij, schudnij, schudnij. W końcu zrozumiałam, że albo praca, albo siedzenie i peelingowanie łokci i mi się znudziło. Jakoś została we mnie niechęć do tego pisma, które z tego co widzę, już nie wychodzi. Niech pocieszającym zakończeniem będzie, że mniej więcej od kiedy nie wychodzi Uroda, to ukazuje się Uroda życia. I to jest bardzo fajne pismo.

2 komentarze Dodaj własny

  1. Do najsthrashliwszych można jeszcze zaliczyć „Thrash ’em All” 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s