Nie wiem, czy macie przed oczami to samo co ja, gdy słyszę „skandynawski styl” czy też „szwedzki design”. Oczywiście widzę wtedy plejadę przepięknych, minimalistycznych krzeseł i prostych ale jakże gustownych bibelotów.

Chodzi o takie rzeczy. A z zewnątrz taki typowo szwedzki dom powinien wyglądać tak:

Tak wygląda słynny styl skandynawski i ileż to razy widziałam, jak na łamach polskich gazet biedne redaktorki rwały sobie włosy z głowy, że typowy, polski dom tak nie wygląda.
Po już mniej więcej pół roku w Szwecji mam pewną obserwację: typowy szwedzki dom też nie zawsze tak wygląda. Może bardziej w Sztokholmie, ale na wsi wcale niekoniecznie. Śmiem nawet twierdzić, że skandynawski styl i tzw. szwedzki dizajn był tak wielkim zaskoczeniem i zdobył tak wielką popularność najpierw w Skandynawii, a później poza nią, nie dlatego, że były czymś oczywistym dla mieszkańców tych krajów, a wręcz przeciwnie – bo był czymś zupełnie odwrotnym od powszechnie przyjętego gustu.
Na razie nie będę zagłębiać się w same domy. Ale spaceruję sobie czasem po okolicy i zdziwiłam się, bo sposób, w jaki ludzie ozdabiają wejścia do swoich domów i ogródki jest daleki od tego, co wydaje się „szwedzkim standardem”. Mam takie jedno ulubione osiedle, gdzie każdy szanujący się mieszkaniec ma przed domem gipsowego gnoma lub ekwiwalent w łabędziach lub świnkach. Myślę, że szwedzki design i skandynawski styl w wystroju wnętrz jest niezwykły i na pewno godzien podziwu.To świetna marka na świecie, która przyciąga ludzi do Skandynawii. Ale nie udawajmy, że przeciętny szwedzki ogródek przydomowy poza Sztokholmem wygląda, jak twierdzi Elle i pisma wnętrzarskie. Bo niekiedy przeciętny dom w Szwecji z zewnątrz jest urządzony tak:

No dobrze, tu z kolei przesadziłam, bo to najbardziej przesadzony dom, jaki widziałam w życiu. Ale nie zmienia to faktu, że często mam wrażenie, że gospodarz domu uważa, iż aż się prosi, żeby dodać gdzieniegdzie gipsowego trolla…

lub dwa…

…lub ostrzeżenie przed gnomami przepraszam: goblinami…

… lub grób?!

Na obronę mieszkańców tego domu mogę powiedzieć, że było to 12 listopada, a więc mooooże zostało z Halloweenu.
Są też gipsowe koty…

i baranki…

Nie, to nie było w okolicach Wielkanocy. Widziałam też na pewno żółwie z gipsu, ale jakoś nie mogę znaleźć ich zdjęcia.
Są też portrety kotów wykute w kamieniu…

…i portrety psów wyrzeźbione w drewnie.
A także nieodłączny element wystroju: mysz wśród grzybków.

Czasem z kolei jest to jeszcze bardziej spersonalizowana dekoracja, jak w przypadku tej desperate housewife :

No dobrze, ona akurat ma domek jak z żurnala.
A wracając do tematu…
Jak widać, choć muchomory z balii może i są polską specjalnością, to nawet w Szwecji gipsowe żółwie w ogrodzie zdarzają się na porządku dziennym, więc nie ma co się zamartwiać.